Ta witryna używa plików cookie. Więcej informacji o używanych przez nas plikach cookie, ich zastosowaniu
i sposobie modyfikacji akceptacji plików cookie, można znaleźć
tutaj
oraz w stopce na naszej stronie internetowej (Polityka plików cookie).
Nie pokazuj więcej tego komunikatu.
Komentarze 135
Pokaż wszystkie komentarzenie ma reguły - jeździłem za****** - technicznie robiłem swoim bandziorkiem kogo chciałem i jak chciałem - jednak nadszedł ten piękny lipcowy dzień kiedy to na pustej, prostej, suchej niemal drodze wyrósł przede mną jelonek - jak mu zaku*wiłem to umarł a ja straciłem kolano - nic już nie jest takie samo - byłem rozważny jak mało kto - jeżdżę już ponad 23 lata tj od 10 roku życia. wcześniej nie miałem gleby. Mój przypadek zdaje się potwierdzać regułę że motocykliści dzielą się na tych co leżeli i tych co będą leżeć... czułem w moczu że sezon 2008 będzie ciężki. wyczułem. pozdro wiara.
Odpowiedz...suchej NIEMAL drodze... :) Opisz dokładnie zdarzenie bo chciałbym wiedzieć co najlepiej robić jak jelonek wyskoczy: kłaść moto w szlif czy próbować do końca ominąć i ewentualnie przelecieć nad jelonkiem.
Odpowiedzwiesz kłaść nie było za bardzo kiedy - leciałem 130/h 3km od ostródy od strony olsztyna - długa prosta i okazja do wyprzedzenia kolumny samochodów wleczonej przez TIRa - maneta złoty sześćdziesiąt na wysokośści końca tira i odpuszczam bo zapas prędkości sporawy z naprzeciwka identyczna kolumna tnę obok wyprzedzanego tira wracam na swój pasek i ze 40 m przede mną wzbija się w powietrze rogacz - zastanawiałem się chwilę czy zdąży spaść czy zdejmę go w locie - zdążył. tir z naprzeciwka go nieco onieśmielił. rogacz zastygł - zaku*wiłem mu w bok - miałem może ze 3m hamowania - naprężenie ramion i nad kierownicą - niemal 40m lot w którym minąłem się z jadącym z naprzeciwka tirem - potem kontakt z asfaltem (chyba kolanem ale głowy nie dam) udało mi się złączyć ręce na kształt klatki - chwila jasno - ciemno - jasno ciemno (kilkanaście razy) i potem już tiurlaj tiurlaj na prawo do rowu - ruch wstrzymany kolano obrane z miękkich tkanek rzepa pokruszona (zaznaczę że nie jechałem w dźynsach ino w markowych spodniach skórzanych z miękkimi protektorami które jednak na niewiele się zdały bo przetarłem szef na boku i spodnie się rozpadły do wys kolana) zdjąłem kask badając czy nie ma większych strat - okazało się że złamałem piątą kość śródręcza (naprawdę mocno się spiąłem i otworzyłem ręce na manetach- chyba pomogłem też sobie nogami) - myślę że to był najlepszy scenariusz - gdybym próbował go ominąć od osi jezdni a rogacz zrobiłby krok do przodu byłbym się zintegrował z motocykielem na chłodnicy TIRa i razem z nim z niej skrobany byłbym - natomiast próba ominięcia od **** strony mogłaby zakończyć się lotem do wspomnianego wcześnie rowa - jakieś 4m w dół - myślę że również nie było by mnie wśród żywych. potem szpital ostróda (2 tyg ...a lato było piękne tego roku) potem do października w łóźku na sztywnej nóżce, potem rehabilitacja i wiadomość że w ostródzie spie*rzyli robotę potem operacja jedna - poprawka po lekarzach z ostródy- za pół roku druga - kompleks tylno-boczny - potem trzecia przyśrodkowe potem czwarta - krzyżowe tylne i czeka mnie jeszcze przednie krzyżowe - wszystko w jednej nodze. kolano mam 80cio latka (a mam 33) . zmiany zwyrodnieniowe, przerosty itp itd. W tym dniu odebrano mi dwie największe pasje mego życia - moto i snowboard. 2 dni po tym dowiedziałem się że moja Love jest w ciąży (ze mną) - myślę sobie że to raczej opatrzność niż cokolwiek innego - synel ma 17 miesięcy i byłoby głupio gdyby wychowywał się bez fathera. Taki nius że gość stracił syna jest chyba najgorszym najtmerem każdego rodzica - nie wiem czy mu pozwolę jeździć - możecie na mnie wieszać psy i cokolwiek chcecie ale mam w dup1e ponad15k kaemów - wiem co to jest walka na drodze - nie jest bezpiecznie - wszystko zaplanujesz a jelonka nie przewidzisz tym bardziej że stał wcześniej znak: ZWIERZYNA LEŚNA KONIEC. coś jeszcze? warunki - 8 rano szosa sucha, słoneczko zza pleców zero mgły i innych takich - warunki perfekto - no i jak zwykle jazda z pełną świadomością - tak mi się wtedy wydawało....
OdpowiedzChyba byłeś zarozumiały. Ten tekst "kogo chciałem i jak chciałem" o tym świadczy. Życzę powrotu do zdrowia i dobrego samopoczucia na co dzień. Szczerze.
Odpowiedzco ty.... nie byłem i nie jestem. taka była szczera prawda - jak widzę te kaleki bez pojęcia o zachowaniu w zakrętach, hamowaniu itd to mnie telepie. chodzi o to że nigdy nie brakowało mi rozsądku, nie ryzykowałem nagminnie a trafiłem zwierza. fakt że czasem to wystarczyłaby i wiewiórka pod przednie koło przy pełnym złożeniu w zakręcie. fakt faktem że spokorniałem i to mocno ale mam jeszcze mniej szacunku dla idiotów którym więcej się udaje niż wiedzą. problem z oceną realnego ryzyka powoduje że co raz mamy tego typu niusy na tapecie i takich rodzinnych tragedii nic niestety nie powstrzyma...
Odpowiedz